– Daliśmy premier Beacie Szydło kredyt zaufania, ale pierwsze 100 dni wystarczyło, żeby w całości go roztrwoniła. Okazało się, że nadmuchany przed wyborami balon obietnic pękł z hukiem i politycy PiS nie zamierzają dotrzymać słowa danego Polakom – w taki sposób Władysław Kosiniak-Kamysz ocenił pierwsze 100 dni rządu. Według prognozy prezesa PSL, "liczba niebezpiecznych eksperymentów" dokonywanych przez PiS na Polsce, z czasem będzie rosnąć. Mówiąc o pozycji PSL w Sejmie, Kosiniak-Kamysz stwierdził: "Część decyzji PiS wobec mojej partii to czysta złośliwość; z pewnością nie będziemy we wszystkim przyklaskiwać rządzącym".

  

Z Władysławem Kosiniakiem-Kamyszem, prezesem Polskiego Stronnictwa Ludowego, rozmawia Przemysław Henzel.

 

 

Przemysław Henzel: Zbliża się pierwsza "studniówka" rządu Beaty Szydło. Jak ten czas wyglądał z perspektywy Polskiego Stronnictwa Ludowego – partii, która po ośmiu latach koalicyjnych rządów przeszła do ław opozycji?

 

Władysław Kosiniak-Kamysz: Ten czas nie rozpoczął się od realizacji obietnic wyborczych, lecz od skoku na Trybunał Konstytucyjny, służbę cywilną i media publiczne. Prawo i Sprawiedliwość zablokowało także naszą ustawę o obronie ziemi przed spekulacją oraz ustawę o OZE. W czasie kampanii PiS bardzo mocno nadmuchało balon obietnic, ale ich realizacja w okresie pierwszych 100 dni rządu zdecydowanie się nie powiodła. Może nie trzeba było obiecywać tak dużo i nie rozbudzać tak bardzo nadziei Polaków?

 

A jak ocenia Pan polityczny styl nowego Sejmu i nowego rządu?

 

W Sejmie zabrakło poszanowania praw opozycji i jakiegokolwiek dialogu. Nikt w PSL nie neguje wyników ostatnich wyborów, ale brak naszego głosu w Prezydium Sejmu i brak przedstawiciela w Komisji ds. Służb Specjalnych, mówi sam za siebie. Co gorsza, PiS nie słucha dobrych pomysłów, np. poprawek takich jak "złotówka za złotówkę" do programu Rodzina 500 plus. Na starcie daliśmy premier Beacie Szydło kredyt zaufania, ale pierwsze 100 dni wystarczyło, żeby w całości go roztrwoniła.

 

A może jednak sporów na forum Sejmu, a przynajmniej części z nich, można było uniknąć – podobnie jak np. głosowania nocami?

 

Część decyzji, takich jak pozbawienie nas miejsca w Prezydium Sejmu, to czysta złośliwość PiS wobec mojej partii. Członkowie Prawa i Sprawiedliwości myślą jedynie o zdobywaniu władzy, a nie o rozwiązywaniu problemów Polaków. Nie podoba mi się filozofia państwa według PiS – filozofia demokracji nakazowej, a wręcz pokazowej – tym bardziej że ja jestem zwolennikiem demokracji samorządowej. Do tego dochodzi chaos, także informacyjny, który w negatywny sposób odbija się na pozycji Polski na arenie międzynarodowej. Ciągle mamy do czynienia z butą, a wielu obywateli jest rozczarowanych tym, że sztandarowe obietnice nie zostały spełnione. To rozczarowanie Polaków z czasem będzie się pogłębiać jeszcze bardziej.

 

Prawo i Sprawiedliwość odpowiada na takie zarzuty tłumaczeniem, że nowy rząd zastał bardzo trudną sytuację po ośmiu latach rządów koalicji PO-PSL i trudno poprawić sytuację kraju w ciągu zaledwie 100 dni.

 

Wicepremier Morawiecki i minister Szałamacha mówią zupełnie inaczej, bo podkreślają przecież na każdym kroku, że Polska rozwija się bardzo szybko, że są inwestycje, że bezrobocie jest najniższe od wielu lat. Tym samym wystawiają poprzedniej koalicji najwyższą z możliwych ocen. Co ciekawe, gdy my mówiliśmy o tym przed wyborami, to okazywało się, że "Polska jest w ruinie", a tymczasem - jak widać – wystarczyła tylko chwila, by ocena PiS na temat Polski stała się zupełnie inna. Według mnie politycy tej partii zwyczajnie mieszają się w zeznaniach.

 

Może znajduje Pan jednak jakieś pozytywne aspekty rządów premier Szydło, np. program Rodzina 500 plus? Polskie Stronnictwo Ludowe deklaruje przecież, że jest partią prorodzinną i partią o profilu socjalnym.

 

My poparliśmy ten projekt, choć uważam, że byłoby lepiej, gdyby została przyjęta nasza poprawka "złotówka za złotówkę", umożliwiająca elastyczne podejście do progu, dzięki czemu nie dochodziłoby do wykluczania rodzin, które mogłyby skorzystać z tego programu. Szkoda, że nie uwzględniono również poprawki dotyczącej matki lub ojca samotnie wychowujących dzieci.

 

Ustawa 500 plus jest w pewien sposób kontynuacją naszej polityki rodzinnej. W ostatnich latach w tym obszarze zrobiliśmy naprawdę dużo; przykładem może być chociażby 1000 złotych dla rodziców przez pierwsze 12 miesięcy po urodzeniu dziecka, czy wydłużenie aż do roku urlopów rodzicielskich. Polityka rodzinna nie może ograniczać się tylko do jednego projektu; jeśli chodzi o Rodzina 500 plus, to będziemy wnioskować o dalsze usprawnianie tego programu.

 

A wielki gospodarczy plan wicepremiera Morawieckiego? W obecnej sytuacji może to być dobry sposób na pobudzenie i przeobrażenie polskiej gospodarki oraz na tworzenie nowych miejsc pracy.

 

To raczej lista pobożnych życzeń, zresztą bardzo ogólnikowych. Największą słabością planu Morawieckiego jest to, że brakuje w nim konkretów. Super, gdy rząd ma długofalową wizję rozwoju kraju, my również ją przedstawiliśmy w programie "Polska 2030". Jednak jednocześnie rząd musi jasno powiedzieć, co chce zrobić teraz. Odpowiedzi na to pytanie zabrakło. Miało być obniżenie podatków dla małych przedsiębiorców już od 2016 r., ale zamiast tego mamy nakładanie na polski handel i rodzinne firmy podatku obrotowego. PiS ma jeszcze czas, żeby wycofać się z tej złej dla polskiej gospodarki propozycji.

 

A jak Pan – jako prezes PSL – postrzega ustawę o ochronie polskiej ziemi, nad którą prace rozpoczyna rząd?

 

Ustawę o ochronie polskiej ziemi uchwaliliśmy w poprzedniej kadencji Sejmu. Podpisał ją prezydent Andrzej Duda. Mimo to PiS przesunęło jej wejście w życie i zablokowało ją tylko po to, by zaproponować własną ustawę. A ta ustawa jest zwyczajnie zła, ponieważ zakazuje kupna ziemi rolnikom przez pięć lat. A co z rolnikiem, który wcześniej dzierżawił ziemię od agencji, uzbierał pieniądze i wreszcie chciałby tę ziemię kupić? PiS tę możliwość chce mu teraz – na pięć lat – zablokować. Najlepszą formą nie jest dzierżawa, ale własność. Dzierżawa jest dobra na starcie, ale każdy chciałby przecież mieć po kilku latach szansę do gospodarowania "na swoim".

 

Niewykluczone jednak, że PiS zmieni niektóre rozwiązania – nie tylko w tej ustawie. Członkowie tej partii podkreślają, że na rządzenie mają cztery lata, a pierwsze zmiany zostały już zainicjowane; niektórzy posłowie PiS twierdzą także, że opozycja przeszkadza im we wprowadzaniu zmian.

 

Rolą opozycji nie jest przyklaskiwanie złym decyzjom rządu. Konstruktywnie podchodzimy do problemów. Jeśli pojawia się projekt dający Polakom np. szansę na lepsze zarobki, to my go popieramy, zgłaszając swoje pomysły i swoje poprawki. Czy zgłaszanie dobrych pomysłów to jest rzucanie kłód pod nogi rządu? Świętym prawem opozycji jest zabieranie głosu w debacie i zgłaszanie poprawek do ustaw. PiS postępowało przecież tak samo przez ostatnich osiem lat. Z pewnością nie będziemy Sejmem niemym i nie będziemy we wszystkim przyklaskiwać PiS-owi. Nie zgodzimy się na łamanie standardów i dobrych obyczajów i na podważanie zasad konstytucji. Bylibyśmy naiwni i nieodpowiedzialni, gdybyśmy działali w inny sposób. Polacy w wyborach nie głosowali przecież tylko na Prawo i Sprawiedliwość.

 

Jeśli mowa jest o przestrzeganiu zasad prawa, to PiS przypomina Wam jednak czerwiec 2015 roku, czyli zmiany w ustawie o Trybunale Konstytucyjnym; konsekwencją tej właśnie decyzji jest największy obecnie spór w parlamencie.

 

Trybunał Konstytucyjny ten spór już rozstrzygnął, teraz trzeba tylko wykonać ten wyrok. Niestety po stronie PiS nie ma na to chęci i woli. W czerwcu 2015 roku źle i niepotrzebnie się stało, bo to otworzyło furtę PiS-owi, ale ta furtka została następnie rozjechana walcem i powstała wyrwa w konstytucji; to jest fatalna sytuacja. Nie negujemy wyroku TK, ale gdyby tylko prezydent chciał go wykonać i zaprzysiąc trzech sędziów, to ta sprawa byłaby rozwiązana, a spór zakończony.

 

Jaka jest Pańska prognoza na najbliższe 100 dni? Czy będzie to wygaszanie sporów, czy raczej reasumpcja konfliktów z okresu pierwszej "studniówki" rządu?

 

Sporów w Sejmie, niestety, nie zabraknie. Moim zdaniem, już niedługo czeka nas bardzo duża dyskusja o samorządzie, pojawi się także chęć zawładnięcia nim przez PiS. To, że PiS – jak na razie - wycofuje się z pomysłów rozbioru Mazowsza, nie oznacza wcale, że partia ta nie będzie chciała dokonać zamachu na samorządność. Niebezpieczeństwo jest wielkie, bo to nie tylko samorząd terytorialny, ale także samorząd zawodowy, który mocno wspiera państwo. Chciałbym, by sporu merytorycznego było więcej, niż bicia piany, by było więcej dyskusji na temat funkcjonowania takich obszarów, jak edukacja. Obawiam się jednak, że liczba dziwnych pomysłów i niebezpiecznych eksperymentów dokonywanych na żywym organizmie, jakim jest Polska, z czasem będzie rosnąć.

 

Jakie są sejmowe plany Polskiego Stronnictwa Ludowego na okres kolejnych 100 dni?

 

Planujemy bardzo dużą aktywność, zwłaszcza jeśli chodzi o obronę samorządu. Jako pierwszy klub w tym Sejmie zgłosiliśmy także projekt ustawy w sprawie emerytury po 40 latach pracy. Niestety, po godzinie projekt ten został wrzucony do sejmowej niszczarki. Razem z obywatelami zbieramy teraz podpisy pod tym projektem ustawy, by zgłosić go ponownie. Będziemy aktywni w obszarze rolnym, gospodarki i spraw społecznych, zajmiemy się także takimi kwestiami jak podatek obrotowy, ustawa o ustroju rolnym czy sprawy związane z kwotą wolną od podatku.

 

Oprócz tego podejmiemy również działania z dziedziny polityki historycznej dotyczące rehabilitacji Wincentego Witosa i innych działaczy skazanych w procesie brzeskim; chcemy unieważnienia tamtego wyroku, ale zobaczymy, jak zachowa się PiS. Politycy tej partii składają wprawdzie kwiaty pod pomnikiem tego wielkiego Polaka, ale czy PiS będzie chciało razem z nami zagłosować, by zmyć tę haniebną plamę z okresu II Rzeczpospolitej?

 

PSL jest najmniejszym klubem parlamentarnym. Nie obawia się Pan o jego spójność? Pojawiają się bowiem sygnały dotyczące możliwych "transferów" pomiędzy partiami.

 

Z PSL-u nie będzie żadnych "transferów", nie obawiam się takiego scenariusza. Stronnictwo może i jest najmniejszym klubem, ale obok Nowoczesnej jesteśmy najbardziej aktywni na sali sejmowej. Zgłaszamy swoje projekty, utrzymamy dobre tempo prac. Już widać, że nastroje społeczne zaczynają się odwracać. Radomsko podsumowało już "dobrą zmianę" PiS. Mam nadzieję, że 6 marca to samo zrobią mieszkańcy okręgu łomżyńsko-suwalskiego w wyborach uzupełniających do Senatu.

 

Źródło: http://m.onet.pl/wiadomosci/tylko-w-onecie,wqj49r