W Wielkiej Brytanii emocje wygrały ze zdrowym rozsądkiem. Nikt nie wie, jak będzie wyglądała przyszłość po-brexitowa, bo i nikt z tych, którzy gorączkowo namawiali Brytyjczyków do opuszczenia Unii Europejskiej, nie przedstawił żadnego dobrego pomysłu alternatywnego dla europejskiej integracji. Klamka jednak zapadła, choć dopiero teraz tak Brytyjczycy, jak i cała Europa uświadamiają sobie skalę problemów, jakie niesie za sobą wyjście Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej.



Problem z Brexitem mają także polskie władze - partia rządząca ewidentnie nie wie, jak zachować się w nowej rzeczywistości, w której jej główny dotychczasowy sojusznik postanowił pożegnać się z UE. Dlatego PiS kluczy i próbuje odwrócić uwagę od oczywistego faktu - kierunek polityki zagranicznej obrany przez tę partię był błędem. Zamiast kontynuować drogę obraną przez poprzedników, nastawioną na współpracę z najważniejzymi graczami Unii Europejskiej, prowadzącą do zwiększania naszej roli w strukturach Unii Europejskiej, rząd Beaty Szydło wybrał sobie niefortunny, jak się okazało, mariaż z wyspiarzami. Dopełnia to obraz katastrofy, jaką jest polityka zagraniczna PiS. Co jednak ciekawe, politycy tej partii próbują przedstawiać siebie jako reformatorów Wspólnoty. Zgadką pozostaje, jak będą przekonywać do swoich racji tych partnerów, których do tej pory lekceważyli, obrażali na każdym kroku, i którym dowodzili, jak bardzo jest im nie po drodze z integracją europejską.

Spójrzmy zresztą na polityczny układ sił w Parlamencie Europejskim. Nie kto inny, tylko polityczni sojusznicy PiS, z którymi współtworzą eurosceptyczną frakcję w Parlamencie, wyprowadzają Wielką Brytanię z Unii Europejskiej. Torysi i PiS to dwa najważniejsze filary EKR (Europejscy Konserwatyści i Reformatorzy). Brexit sprawia, że grupa ta traci polityczną rację bytu, a posłowie PiS zostają de facto osieroceni przez brytyjskich kolegów. Co teraz zrobią?

Na razie się nie dowiemy, bo przedstawiciele PiS nam tego nie powiedzą. Zajęci są bowiem maskowaniem swojej porażki poprzez obwinianie o Brexit Donalda Tuska, przewodniczącego Rady Europejskiej. Na przykład minister spraw zagranicznych Witold Waszczykowski pyta: Jak to możliwe, że Wielka Brytania opuszcza po 40 latach Unię Europejską? Kto jest za to odpowiedzialny? Pyta, by od razu sobie odpowiedzieć w identyczny sposób, w jaki czynią to wszyscy jego polityczni koledzy i Jarosław Kaczyński: „to Tusk jest winny"! „wina Tuska"! „Tusk nie istniał" [podczas negocjacji z Wielką Brytanią], „powinien zniknąć z europejskiej polityki". Jest to perfidne działanie, bo każdy, kto na przykład choć przez chwilę śledził media brytyjskie w ostatnich tygodniach, mógłby wskazać ministrowi spraw zagranicznych wiele prawdziwych czynników, jakie złożyły się na Brexit. Ale tu przecież nie o prawdę chodzi.

PiS mydli Polakom oczy także za pomocą innych haseł. Odpowiedzią na Brexit powinien być, według Jarosława Kaczyńskiego, nowy traktat europejski. Unia jest bowiem niechętna państwom narodowym i rządzą w niej urzędnicy, których kompetencje i autorytet PiS zresztą podważa. Tylko że jest to mit. Najważniejsze decyzje podejmują głowy państw, premierzy i ministrowie wszystkich krajów tworzących UE. Co ciekawe, rząd chętnie i głośno krzyczy o potrzebie nowego traktatu w Warszawie, natomiast w najbardziej odpowiednim miejscu do prezentowania tego typu pomysłów, podczas ostatniego szczytu Rady Europejskiej, premier Beata Szydło nawet nie zająknęła się na ten temat, choć szefowie państw spotkali się tam po to, by zastanawiać się nad europejskim porządkiem po Brexicie. Jednak nawet jeśli czynione tylko „pod publiczkę", głoszenie pomysłów, które skończyć się mogą jedynie rozkładem UE, przy jednoczesnym zapewnianiu, że „najważniejsze jest utrzymanie jedności Unii Europejskiej, a nie jej dzielenie i tworzenie nowych formatów" (Waszczykowski), to polityczna schizofrenia.

Podobnie kuriozalny jest pomysł prezesa Kaczyńskiego, który chce zabiegać u Brytyjczyków o ponowienie referendum. Wyobraźmy sobie, że jakiś zagraniczny polityk podobne pomysły prezentuje odnosząc się do wyników polskich wyborów czy referendów...

W kontekście Brexitu warto przypomnieć także inne bardzo nietrafione słowa prezesa PiS. Nie tak dawno Jarosław Kaczyński mówił, że imigranci roznoszą pasożyty. Co ma teraz do powiedzenia, gdy w podobnym tonie o Polakach - imigrantach wypowiadają się dziś Brytyjczycy i określają ich „polskim robactwem"?

Jarosław Kalinowski

Poseł do Parlamentu Europejskiego